Przemówił do nas przez Syna (Hbr 1:1-4)

Hbr 1:1-4

1 Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków,
  2 a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna.
Jego to ustanowił dziedzicem wszystkich rzeczy,
  przez Niego też stworzył wszechświat.
3 Ten [Syn], który jest odblaskiem Jego chwały
  i odbiciem Jego istoty,
   podtrzymuje wszystko słowem swej potęgi,
a dokonawszy oczyszczenia z grzechów,
  zasiadł po prawicy Majestatu na wysokościach.
4 On o tyle stał się wyższym od aniołów,
  o ile odziedziczył wyższe od nich imię.

Komentarz literacki

To krótkie wprowadzenie do całego listu zostało starannie ułożone, by zaznajomić czytelnika z ogólnym tematem i przesłaniem tekstu. Widzimy, że fragment zorganizowany jest (być może z jednym wyjątkiem) za pomocą par uzupełniających się stwierdzeń (paralelizmów). A zatem autor kontrastuje długie i różnorodne Boże przemawianie do przodków przez proroków ostatecznemu przemówieniu przez Syna (warto też zwrócić uwagę na kontrast: ojcowie – Syn). Ten Syn jest ustanowiony dziedzicem (tzn. panem, władcą) wszystkiego, co współgra z tym, że to przez Niego to wszystko w pierwszej kolejności powstało (przypomina nam to nieco Prolog Ewangelii św. Jana o Słowie, przez które wszystko się stało). Z jednej strony ten Syn jest odblaskiem chwały Boga – to metafora światła, czegoś bardzo subtelnego; z drugiej jest odbiciem Bożej istoty – i słowo, które wyraża to „odbicie” (gr. charakter) nie oznacza odbicia w lustrze, ale coś odciśniętego, jak pieczęć w wosku, coś bardzo konkretnego, dokładnego. Następne zdanie (poniekąd wspomniany wyjątek, który nie ma swojej „pary”) sumuje to, co zostało powiedziane dotąd: Syn, przez którego przemówił Bóg, swoim boskim słowem podtrzymuje to wszystko, co przez niego zostało stworzone i czego jest dziedzicem. Dalej natykamy się na dwa wielkie tematy listu: Syn dokonał oczyszczenia grzechów jako ostateczny arcykapłan, po czym zasiadł po prawicy Boga. Ta bardzo cielesna ofiara i to niewyobrażalne wywyższenie Syna nawzajem się dopełniają, ale patrząc w tekst grecki możemy dostrzec pewne nadrzędne znaczenie faktu zasiadania Syna po prawicy Majestatu. Dlaczego? Werset 3. po grecku stanowi jedno zdanie, ale jest tam tylko jedno orzeczenie, reszta czasowników to zaledwie imiesłowy, dosłownie: «Który będąc odblaskiem (…), podtrzymując (…), dokonawszy (…), zasiadł». Zasiadł – to jest punkt, do którego to streszczenie listu zmierza i któremu całą tę historię Syna podporządkowuje. Wreszcie na końcu, jako przejście do następnej sekcji, autor przeciwstawia sobie aniołów i Syna – Syna, który odziedziczył, czyli posiadł, otrzymał w posiadanie, znakomitsze od aniołów imię. Kiedy czytamy jednak o „imieniu”, nie powinniśmy zakładać, że chodzi o wyraz składający się z jakichś głosek – imię to w tradycji biblijnej to, kim ktoś w swej istocie jest, tożsamość, coś, co streszcza osobę, jej charakter, jej los, to również sława, którą się cieszy. Takie szczególne, przewyższające aniołów Imię posiada Syn.

Komentarz duchowy

Początek listu wyraża nie tylko prawdę o ostatecznym objawieniu Boga przez Jezusa, nie tylko wskazuje na poprzedzającą to objawienie służbę proroków, ale pozwala nam zobaczyć dwa uzupełniające się sposoby, na które Bóg zniżył się do człowieka. Z jednej strony przemówił do niego „wielokrotnie i na różne sposoby” – to podkreśla różnorodność Bożych zabiegów, by do nas dotrzeć, pewną nieugiętość Boga w nawiązaniu z nami kontaktu. Bóg nie podejmuje próby przemówienia do nas raz – czyni to raz z razem. Nie próbuje również przemówić do nas na jeden tylko sposób, ale szuka różnych sposobów dojścia do nas. Złożona historia Izraela jest tutaj obrazem naszej własnej drogi do Boga, a może raczej Bożej drogi do nas. Z drugiej strony, wielość komunikatów może rozmywać doniosłość przekazu, jak wtedy, gdy różne media zasypują nas wieloma relacjami z jakiegoś jednego lub wielu wydarzeń – łatwo się wtedy znieczulamy, chociaż przekaz może być ważny. Dlatego św. Ireneusz z Lyonu, przytaczając naukę Jezusa o przykazaniu miłości, na którym opierają się całe Prawo i Prorocy (Mat. 22, 37-40), wskazuje na interesujące proroctwo Izajasza: «Słowo treściwe i zwarte w sprawiedliwości, gdyż zwięzłe słowo zaprowadzi Pan na całym świecie» (Wykład nauki apostolskiej 87 za Iz 50, 8n; 2, 11.17). Wśród różnorodności przepisów Prawa, Bóg wskazuje na jedno, choć podwójne, przykazanie miłości, by zrozumieć sens tych wielu przepisów. Podobnie wśród gąszczu wypowiedzi Bożych przez proroków, Bóg przemawia ostatecznie przez swego Syna, zaprowadza «zwięzłe słowo», by sens tego, co pragnie nam powiedzieć, pozostał jasny. To niesłychanie ważna nauka, która pomaga zachować nam zdrową równowagę. Wielość prawd i zjawisk związanych z wiarą może nas ekscytować lub znieczulać, rozpraszać lub przytłaczać, ale wtedy powinniśmy pamiętać, że istnieje stały punkt odniesienia dla tego wszystkiego, ostateczne, zwięzłe Słowo Boga – Jego Syn, który wyjaśnia wszystko inne, który jest wszystkich innych rzeczy źródłem i celem. W podobny sposób chociaż pobożność i duchowa refleksja mogą mieć wiele odcieni, Kościół stawia nam przed oczami swoje dogmaty i niezmienne nauki tak, abyśmy zawsze mogli znać ostateczny sens wiary, to co stałe, te punkty odniesienia, na których jak na ogrodowej drabince pnie się i kwitnie kwiat życia duchowego.

Słowa o prorokach i o Synu przywodzą nam na myśl również przypowieść Jezusa o winnicy (Mat. 21, 33-41) – gospodarzu, który posyłał swoje sługi (proroków) do gospodarstwa, aby odebrali plony od dzierżawiących je rolników. Wszyscy słudzy zostali przez rolników odrzuceni, pobici lub zabici. Wreszcie gospodarz posłał swojego syna, ale i jego rolnicy zabili jako dziedzica. W konsekwencji gospodarz wytracił owych rolników, a winnicę wydzierżawił innym. To przypomina nam, że posłanie przez Boga swego Syna jest nie tylko wspaniałym ostatecznym objawieniem, ale również ostateczną szansą, która niewykorzystana pociąga za sobą groźbę odrzucenia. Kiedy w sposób ostateczny, «zwięzłym słowem», słowem miłości, słowem ofiary swojego Syna Bóg przemawia do nas, a my to słowo odrzucamy, postępujemy nie jak nierozumne dzieci, którym wiele razy trzeba coś tłumaczyć, ale jak tacy dzierżawcy winnicy, którym nic już nie pomoże. I o tym smutnym aspekcie objawienia się Boga przez Syna należy pamiętać w trakcie lektury listu, bowiem już w 2. rozdziale autor przestrzeże nas przed odrzuceniem tak doniosłego poselstwa, a w rozdziale 11. ujrzymy Syna jako dzielącego tragiczny los z posyłanymi przez Boga prorokami – los cierpienia i śmierci.

Tymczasem autor poucza nas, że Syn jest dziedzicem (znajome określenie z przytoczonej wyżej przypowieści o winnicy!) wszystkich rzeczy, panem, władcą, tym, który ma do wszystkiego prawo. Jest nim z Bożego nadania. A nie z natury? – możemy zapytać. Z natury również, bo przecież Bóg przez Syna stworzył wszechświat. Syn jest u początku wszystkiego i dlatego też ponad wszystkim. Ale już tutaj mówiąc, że Bóg «ustanowił» Syna dziedzicem wszechrzeczy odwołuje się do drogi, którą przeszedł Jezus – jak napisał św. Paweł: «istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię» (Flp. 2, 6-9). Syn rezygnuje z tego, co mu jest przynależne, aby poprzez wierną służbę Bogu jako człowiek otrzymać to od Boga w nagrodę z powrotem. Ten, przez którego wszystko się stało, pozwala samego siebie uczynić dziedzicem wszechrzeczy, chociaż ma prawo do tej władzy z natury.

Kiedy mówimy o naturze, to właśnie werset 3. ukazuje nam to, kim jest Syn za pomocą metafory blasku i odbicia, odwzorowania. Autor listu nie wziął tej metafory znikąd. Starotestamentowa Księga Mądrości nazywa właśnie boską odwieczną Mądrość «odblaskiem wieczystej światłości, zwierciadłem bez skazy działania Boga, obrazem Jego dobroci» (Mdr. 7, 26). Widzimy, że Syn jest właśnie tą odwieczną Mądrością, tym wiernym odbiciem samego Boga, ale co też istotne, jak zobaczymy, nie tylko Syn w wieczności jest tym blaskiem chwały Bożej, ale właśnie Jezus stający się jednym z nas, ludzi, biorący na siebie cierpienia i krzyż, ukazuje dopiero co to znaczy być Synem Boga, a zatem i w swojej drodze przez śmierć i zmartwychwstanie odbija Bożą chwałę, odwzorowuje wiernie Bożą istotę. Ten Jezus, którzy przemawiał do rybaków wśród gór i dolin Judei, Galilei, Samarii, mocą swojego słowa również wszystko podtrzymuje. Dlaczego podtrzymuje wszystko słowem? To dziwne sformułowanie. Nie tak dziwne jednak, jeśli pamiętamy początek Pisma Świętego, gdzie Bóg wszystko stwarza wypowiadając słowo: «Niech się stanie! Fiat!». Czy jednak wystarczy powiedzieć «Niech się stanie!» i tyle? Czy cała stworzona rzeczywistość jest, jak niektórzy by chcieli, jedynie zegarkiem, który Wielki Zegarmistrz musi tylko nakręcić i puścić w ruch, a potem nie jest już potrzebny? Autor Listu do Hebrajczyków przypomina nam, że istnienie nie jest czymś oczywistym dla czegokolwiek poza samym Bogiem. Bóg nie tylko słowem powołał wszystko do istnienia, ale w każdym momencie podtrzymuje wszystko w tym istnieniu, jakby nieustannie mówił do każdej istniejącej rzeczy: «Bądź! Trwaj! Chcę, żebyś był! Nie przestawaj!». Związek wszystkiego z Bogiem, nasz własny związek z Bogiem nie ma tylko wymiaru historycznego, tzn. ot, Bóg nas kiedyś zechciał, kiedyś nas powołał do istnienia i teraz nie mamy wyjścia, więc jesteśmy. Gdyby w każdej chwili nie podtrzymywał nas «słowem swej potęgi», po prostu by nas nie było. Jeśli istniejemy w tej chwili, to oznacza, że Bóg nas pragnie. Jednak bądźmy uważni: nasz tekst mówi, że to Syn podtrzymuje wszystko swym potężnym słowem. Ten Syn, przez którego wszystko się stało, który jest ponad wszystkim, jest również jakby u podstaw wszystkiego nieustannie, podtrzymując to w istnieniu. Zewsząd otoczeni jesteśmy przez Syna Bożego.

A list mówi nawet więcej – ten Syn tak głęboko jest zaangażowany w nasze istnienie, że nawet dokonał oczyszczenia grzechów, usunął to, co nasze istnienie upośledza. Odwieczny Syn wkroczył w sam środek wszechrzeczy, by własnoręcznie, nie tylko słowem, ale własnym ciałem i krwią przemówić do nas, by nas oczyścić, uzdrowić, poprowadzić do spełnienia. Zstąpił, by dokonać ofiary, a potem został wywyższony już nie wyłącznie jako Bóg, ale jako człowiek ponad wszystko i zasiadł po prawicy Majestatu. Obrazowo można to nazwać paraboliczną drogą Jezusa, którą tak dosłownie opisuje On sam w Ewangelii św. Jana: «Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca» (J. 16, 28). Zstąpił jednak jako Bóg, a powraca jako Bóg i człowiek. Doniosłe jest tutaj nie, że Syn Boży zasiada po prawicy Boga, ale że Jezus jako człowiek zajmuje to miejsce. O tym też będzie w dużej mierze list, więc tu otrzymujemy zaledwie niewielką zapowiedź tego, co ma nadejść.

Syn nie tylko jest dziedzicem wszechrzeczy, ale również dziedzicem Imienia – imienia znakomitszego od aniołów. Widzimy tutaj tę samą tradycję, tę samą naukę, którą usłyszeliśmy z ust cytowanego wyżej św. Pawła, który mówi, że Jezus, przecierpiawszy śmierć, otrzymał od Boga «imię ponad wszelkie imię». Św. Paweł nawiązuje tutaj do słynnego tetragrammatonu, tajemniczego imienia JHWH, którego Żydzi z pobożności bali się wymawiać, by go nie skalać i dlatego imię to zamieniali na słowo „Pan”, po hebrajsku Adonaj, po grecku Kyrios, po łacinie Dominus. Dlatego św. Paweł zaraz po cytowanych słowach powie, że wszelki język będzie wyznawał, że «Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca» – Panem, czyli Kyriosem, Adonaj, JHWH. To św. Paweł rozumie jako imię ponad wszelkie imię – Imię Tego, Który Jest, Boga, który objawił się Mojżeszowi w krzewie ognistym. Ale czy o tym mówi również autor Listu do Hebrajczyków? Nie do końca, o czym przekonamy się w następnym fragmencie.

Dodaj komentarz