Trzy rodzaje bojaźni (o. R. Garrigou-Lagrange OP)

Na podstawie: Life Everlasting, o. Reginald Garrigou-Lagrange OP.

Powiedziawszy już o piekle, a zanim zaczniemy traktat o czyśćcu, musimy zatrzymać się krótko nad trzema rodzajami strachu. Jeden z nich jest zły. Dwa pozostałe są dobre, jednak tak różne od siebie, że wzrost miłości zmniejsza jeden, a potęguje drugi.

Bojaźń, ogólnie rzecz biorąc, jest cofaniem się duszy w obliczu poważnego niebezpieczeństwa. Gdy strach jest zwykłym uczuciem, musi nad nim panować cnota męstwa. Jednak strach może również istnieć w duchowej woli i może być dobry lub zły.

Dlatego teologowie rozróżniają trzy rodzaje bojaźni. Pierwszy to bojaźń światowa, która obawia się sprzeciwu świata i odwraca duszę od Boga. Drugi to bojaźń sługi, strach przed karami, które może wywrzeć Bóg. Ta bojaźń jest pożyteczna dla zbawienia. Trzeci rodzaj wreszcie to bojaźń synowska, strach przed grzechem, który wzrasta wraz z miłością do Boga i który istnieje dalej w niebie pod postacią bojaźni pełnej czci. Zobaczmy, co św. Tomasz ma do powiedzenia na temat tych trzech rodzajów bojaźni.[321]

W bojaźni światowej, w strachu wobec doczesnych nieszczęść, które może na nas zesłać świat, dusza jest gotowa obrazić Boga, aby uniknąć tych nieszczęść. Strach ten przejawia się w wielu formach: ludzkiego uznania, godnej potępienia bojaźliwości, zniewolenia przez poglądy świata. Pod wpływem tej bojaźni, dusza może zaniedbać Mszę w niedzielę, Komunię w Wielkanoc, obowiązek spowiedzi; może obawiać się utraty stanowiska z powodu swojej wierności. Pod postacią tchórzostwa może prowadzić człowieka do zaparcia się wiary, aby uniknąć utraty zewnętrznego dobra, wolności osobistej lub samego życia. Jezus mówi: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.”[322] Znowu mówi: „Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów.”[323]

Światowa bojaźń jest zatem zawsze zła. Musimy prosić Boga, by wybawił nas od niej. Ci, którzy mają bojaźń Bożą za godny pogardy sentyment, są opanowani przez strach światowy. Strach, który odciąga od Mszy Świętej odwraca wszystkie wartości, ponieważ Msza kontynuuje sakramentalnie ofiarę Krzyża, która posiada nieskończoną wartość. Uczestnictwo we Mszy jest wielkim zaszczytem i wielką korzyścią, zarówno w czasie, jak i w wieczności.

Strach sługi różni się wielce od bojaźni światowej. Nie jest to strach przed prześladowaniem ze strony świata, ale strach przed karą Bożą. Ta bojaźń jest dobra, ponieważ prowadzi duszę do wypełniania przykazań Bożych. O tę bojaźń chodzi, gdy Stare Przymierze nazywa się Prawem Bojaźni, podczas gdy Nowe Przymierze jest nazwane Prawem Miłości. Owa bojaźń, chociaż dobra sama w sobie, może jednak stać się zła, jeśli dusza unika grzechu tylko po to, by ujść karze. Taka dusza popełniłaby grzech, gdyby nie obawa przed wieczną karą. W tym ostatnim przypadku strach ów jest strachem niewolniczym. Jest w nim tylko strach przed Bogiem, ale nie ma żadnej miłości. Jako taki jest zły. Nie może istnieć wraz z miłością, umiłowaniem Boga ponad wszystko.[324]

Gdy jednak owa bojaźń nie jest służalcza, jest dobra i pomaga grzesznikowi zbliżyć się do Boga. Ale nawet w tym wypadku nie jest ona cnotą, ani darem Ducha Świętego. Jest ona, jak mówi św. Katarzyna ze Sieny,[325] niczym burza, która poraża grzesznika. Jest niewystarczająca do zbawienia, ale może prowadzić do cnoty. W ten sposób w trakcie sztormu na morzu marynarz może przypomnieć sobie o modlitwie. Nawet jeśli jest w stanie grzechu ciężkiego, modli się najlepiej jak umie, poruszony przez łaskę uczynkową, która jest udzielana we wszystkich takich okolicznościach.

W człowieku sprawiedliwym taka bojaźń sługi może trwać przez całe życie, zmniejsza się jednak wraz z postępem miłości. Im bardziej miłujemy Boga, tym bardziej maleje nasza samolubność. Im bardziej kochamy Boga, tym bardziej liczymy na nagrodę od Niego. Jednak bojaźń sługi, strach przed Bożą karą, na pewno nie może istnieć w niebie.

Bojaźń synowska różni się ogromnie od dwóch poprzednich rodzajów. Jest to bojaźń syna, nie najemnika, ani niewolnika. Jest to strach nie przed karami Bożymi, ale przed grzechem, który oddziela nas od Boga. Różni się zatem istotowo od strachu niewolniczego, a tym bardziej od bojaźni światowej.

Bojaźń synowska jest nie tylko dobra, jak strach sługi, ale jest darem Ducha Świętego. „Przebij me ciało” – mówi Psalmista – „bojaźnią Twoją, Panie”.[326] Ta synowska bojaźń, chociaż jest najmniej wzniosłym z siedmiu darów Ducha Świętego, stanowi początek mądrości. Jest prawdziwą mądrością bać się grzechu, który oddala nas od Boga. Synowska bojaźń odpowiada błogosławieństwu ubogich duchem, tych, którzy boją się Pana i dlatego już Go posiadają.

Podczas gdy bojaźń sługi maleje wraz z postępem miłości, bojaźń synowska wzrasta nieustannie, ponieważ im bardziej kochamy Boga, tym bardziej boimy się grzechu i oddzielenia od Niego. Siedem darów łączy się z miłością i wszystkimi innymi cnotami wlanymi. Dary te stanowią różnorodne funkcje naszego duchowego organizmu. Dlatego rosną one wszystkie jednocześnie tak, jak „pięć palców dłoni rozwija się jednocześnie”.[327]

Św. Katarzyna ze Sieny mówi, że wraz z postępem miłości bojaźń synowska wzrasta, aż bojaźń światowa znika zupełnie. Apostołowie po Pięćdziesiątnicy zaczęli szczycić się swoimi prześladowaniami. Cieszyli się, że zostali uznani godnymi cierpieć dla naszego Pana. Przed Wniebowstąpieniem odczuwając dotkliwie własną niemoc, obawiali się prześladowań, które im nasz Pan zapowiedział. W Pięćdziesiątnicę zostali oświeceni, umocnieni i utwierdzeni w łasce.

Bojaźń synowska w niebie nazywana jest bojaźnią czci. „Bojaźń Pańska szczera, trwająca na wieki.”[328] Tak mówi Psalm. Nie będzie to już więcej strach przed grzechem, obawa przed byciem oddzielonym od Boga, ale głęboka cześć. Widząc nieskończoną wielkość Najwyższego, dusza widzi swoją własną nicość i kruchość. Bóg jest samą rzeczywistością. „Ego sum qui sum.” W tym sensie, jak śpiewamy w prefacji, nawet Moce drżą. Ten dar bojaźni pełnej czci istnieje nawet w świętej duszy naszego Zbawiciela, podobnie jak i inne dary Ducha Świętego.

Bojaźń pełna czci pojawia się w świętych nawet w obecnym życiu. Gdy św. Piotr po pierwszym cudownym połowie ryb przyszedł do Jezusa, powiedział: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”.[329] To wtedy Jezus powiedział mu: „ Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił ”. I Piotr, Jakub i Jan zostawili wszystko, by za Nim pójść.

Widzimy jak bardzo różnią się te trzy rodzaje bojaźni od siebie nawzajem. Światowy strach jest zawsze zły. Strach przed cierpieniem jest dobry, jeśli nie staje się strachem niewolniczym, jeśli nie skłania nas do grzechu. Bojaźń synowska jest zawsze dobra. Wzrasta wraz z miłością jak inne dary Ducha Świętego i istnieje dalej w niebie jako bojaźń pełna czci. Panie, zachowaj nas od strachu światowego, pomniejsz nasz strach służalczy i przymnóż nam synowskiej bojaźni.

Niniejsze rozróżnienie nie pochodzi z ludzkiej psychologii. Aby dojść do tych rozróżnień potrzebujemy objawienia, wyrazu boskiej mądrości.

Niektórzy autorzy, jak widzieliśmy, nauczają systemu moralnego opartego zupełnie o bezinteresowności, która nie obawia się ani Bożej kary, ani nie spodziewa się nagrody. Wstydzą się przyznać, że czasami dotyka ich to uczucie strachu, ponieważ takie przyznanie podważyłoby ich naukę.[330]

Jest to w gestii Ducha Świętego, by przywrócić należne miejsce bojaźni.[331] I to na trzy sposoby: przez potępienie ludzkiego uznania; przez pokazanie, że strach przed karą jest dobry; i zwłaszcza przez pokazanie, że bojaźń synowska to strach przed oddzieleniem od Boga, a w konsekwencji, że to nadnaturalny dar, który rośnie wraz z miłością. Ten ostatni rodzaj bojaźni natchnął świętych to życia w służbie wynagrodzeniu, aby wyprosić nawrócenie grzeszników. Św. Dominik co noc biczował się do krwi dla grzeszników, do których głosił. Ta sama święta bojaźń natchnęła umartwienia św. Katarzyny Sieneńskiej, św. Róży z Limy i wielu innych świętych. Jest jednak jeszcze coś wyższego od bojaźni synowskiej, nawet w jej najwyższych formach w niebie. Nauka chrześcijańska rozpoznaje nadrzędne miejsce miłości, umiłowania Boga i bliźniego, które odpowiada Bożym przykazaniom. Przeczytaj opis tej miłości w O naśladowaniu Chrystusa.[332]

Przypisy:
[321] IIa IIae, q. 19.
[322] Mt 10:28
[323] Łk 9:25-26
[324] Strach sługi w swej istocie jest dobry, jednak w swym kształcie zły, ponieważ boi się kar Bożych bardziej, niż grzechu i oddzielenia od Boga. Dusza miłuje samą siebie bardziej niż Boga. Zachowuje upodobanie do grzechu śmiertelnego, którego by się dopuściła, gdyby nie strach przed wieczną karą.
[325] Dialog, rozdz. 94.
[326] Taka bojaźń zwana jest początkową bojaźnią. Wciąż połączona jest ze strachem sługi, dopóki miłość nie wzrośnie na tyle, by wygnać wszelką służalczość. Ps 119[118]:120.
[327] Ia IIae, q. 61, a. 2.
[328] Ps 19[18]:10
[329] Łk 5:8
[330] Stanowisko tutaj opisane należy do Kanta. Racjonaliści przykładają wielką wagę do tej doktryny, ponieważ zawiera ona w sobie zaprzeczenie objawionej prawdzie. Jeśli jednak przyjmiemy punkt widzenia objawienia, wielu, których zazwyczaj nazywa się wielkimi filozofami okazują się być wprawdzie mocnymi, ale fałszywymi duchami, które posiadają szczególny geniusz w przedstawianiu błędu. Są oni wielkimi sofistami. Wielu z nich jest jakby intelektualnymi potworami, mylącymi się w fundamentalnych koncepcjach na temat Boga, człowieka i naszego przeznaczenia. Jest to szczególnie prawdziwe w przypadku Spinozy, Hume’a i Hegla. Myśli teologia katolickiego zgadza się z tym, co św. Augustyn powiedział o wielkich sofistach: „Magni passus, sed extra viam” („Wielkie kroki, ale poza drogą”). Ujrzymy to wyraźnie w wieczności, gdy widok horyzontalny, w którym błąd wydaje się być na tym samym poziomie co prawda, ustąpi miejsca widokowi wertykalnemu. Widok wertykalny osądza wszystko z wysokości według Boga, najwyższej przyczyny i ostatecznego celu. Perspektywy, które ukazują nam historie filozofii, zostaną cudownie odmienione. Powierzchowne sądy uwydatnią wtedy wartość sądów ostatecznych.
[331] Dary Ducha Świętego, 1903, p. 60.
[332] O naśladowaniu Chrystusa, ks. 3, rozdz. 5.

Dodaj komentarz